Anielek - Przedszkole Niepublicznie

Relacja z 1 dnia Zielonego przedszkola 09.06.2014

Sprawozdanie z pierwszego dnia Zielonego Przedszkola – Zakopane/Słowacja 2014 rok

 

Obowiązkiem kronikarza, na wzór Wincentego Kadłubka, jest nie tylko zrelacjonowanie rzeczywistości, takiej jaka była naprawdę, ale i oddanie niepowtarzalnego ducha czasu, w jakim rozgrywały się opisywane wydarzenia. Dlatego też sprawozdanie z pierwszego dnia jest nie lada wyzwaniem. Dzień bowiem obfitował w przygody, zarówno te starannie zaplanowane przez zespół anielinkowy, jak i te, które przyniósł Większy Organizator.

Wyjechaliśmy zgodnie z planem, co do minuty. Autobus ruszył dzielnie tuż po tym, jak niemal wszystkie dzieci pożegnały na cały tydzień anielinkową toaletęCool. I stał się pierwszy cud tego dnia, dzieci (w większości) zasnęły w autokarze, a wraz z nimi niemal wszyscy opiekunowie. W rytmicznym chrapaniu i sapaniu, pan kierowca przemierzał kolejne małe i duże drogi, i tak do pierwszego postoju na stacji benzynowej, gdzie udało się nam zjeść śniadanie w towarzystwie pawi i ozdobnych kur. Po tym odpoczynku ruszyliśmy dalej – do Wieliczki. W trakcie tej części podróży siostra Teresita zorganizowała na poczekaniu zespół gitarowy, złożony z jednej z mamy (która umie grać na gitarze) i jednego taty (który kiedyś umiał grać na gitarze). I co więcej, nakazała grać piosenki gitarzystom nie zawsze znane. Resztę można właściwie pozostawić wyobraźni, dodać należy, że jednak dzieci śpiewały, a gitarzyści starali się nadmiernie nie przeszkadzać.

Parę minut po dziesiątej przybyliśmy do Wieliczki. Po opuszczeniu autokaru udaliśmy się żwawo do kościoła pod wezwaniem św. Klemensa, papieża. Kościół w stylu neogotyckim, z późniejszym wyposażeniem barokowym, powstał w XIV wieku, na fundamentach wcześniej istniejącego w tym miejscu opactwa benedyktyńskiego. W wyniku upadającej struktury budynku, uległ on zasadniczemu remontowi w XVIII wieku i w takim kształcie dotrzymał do dziś. W środku urokliwie migały skromne światła przepuszczane przez małe okna witrażowe, wybarwiały się w nich cudnie złocenia w przepięknych i potężnych organach barokowych. Ołtarz zdobiły motywy górnicze, a przywitał nas wystawiony w monstrancji Pan Jezus, uśmiechając się do nas serdecznie. Wzięliśmy udział we Mszy świętej, którą specjalnie dla nas odprawiono w kościele w intencji naszego wyjazdu, pamiętając o rodzicach i rodzeństwie, które zostawiliśmy w domu.

Parę minut po mszy, po tym jak pożywiliśmy się kolejnymi kanapkami i wypisaliśmy kartki pocztowe, szybkim marszem podeszliśmy do wejścia do szybu kopalni soli w Wieliczce. Podzielono nas na dwie grupy. Pierwsza, w skład której weszły dzieci i kilkoro opiekunów, wraz z przewodnikiem – Panem Jasieńkiem, który do złudzenia przypominał Bilbo Bagginsa z Władcy Pierścieni, udała się do Solilandii, na poszukiwanie Soliludka. Druga, wyposażona w sepleniącego nieco przewodnika Pana Stasieńka, udała się w podróż do Krainy Mądrości Stasieńkowych. Trudno zaprawdę powiedzieć, kogo spotkały bardziej niezwykłe przygody. Grupa pierwsza odkryła trzy wielkie, nakrapiane jaja Solonia, przy których leżał kawałek ogona Solizaura (dodać można na marginesie, że jedna z mam z zapałem obfotografowała to, jak twierdząc, „dla męża”). Później okazało się, że wczoraj tych jaj było pięć i najprawdopodobniej dwa się wykluły, przez co obawiano się, czy w dalszej drodze nie spotkamy głodnego Solonia, który – jeśli tego nie wiecie, drodzy Czytelnicy – posiliwszy się ludzkim ciałem staje się strasznym Solizaurem! Chwilę jednak później nad przejściem bocznym przy podszybiu, dzieci znalazły i obudziły śpiącego Soliludka, który dalej poprowadził je przez kopalnię, do przepięknej kaplicy św. Kingi, rozświetlonej imponującymi żyrandolami z kryształów czystej soli, przejmującymi płaskorzeźbami, takimi jak rzeź niewiniątek, delikatnymi rzeźbami świętych, koło solnego żłóbka betlejemskiego i cudnego ołtarza z relikwiami św. Kingi i św. Jana Pawła II. Spacer zakończyło spotkanie ze Skarbkiem, który koronował jedną z naszych dziewczynek na Księżnę Kingę, obdarował ją pierścieniem w solnej skale. Konieczna okazała się jednak następnie detronizacja, głównie z obawy o los Siostry Dyrekcji. Dzieci, prócz obejrzenia inscenizacji i przedstawień figur, przemierzania chodników nad podziemnymi jeziorami, mogły zapoznać się z mądrością ludową Soliludka, którą można oddać na następującej próbie:

Soliludek: To jest sól, którą nazywamy szarą i kamienną. Czy wiecie dlaczego?

Dzieci: Nie!!!

Soliludek: Bo jest szara i w kamieniu.

Dzieci: Aaa!

W tym czasie, grupa druga w znacznie większym stopniu mierzyła się z doświadczeniem życiowym drugiego przewodnika, który – jak sam zeznał – pracuje tu w kopalni krótko, jeno jakieś pięćdziesiąt lat. Tu bowiem pracuje się do śmierci. W tym to zakresie odbyliśmy kilka bardzo pouczających dialogów i wysłuchaliśmy takichże monologów, z których część z kronikarskiego obowiązku przytaczam:

 

Dialog 1

Pan Stasieniek: Siostrzyczko, a Siostrzyczka z jakiego zakonu?

Siostra Józefa: Benedyktynki misjonarki.

Pan Stasieniek, po dłuższej chwili namysłu: Że niby praca benedyktyńska, nie? O, to siostrzyczka musi mieć bardzo dużo cierpliwości, skoro taki zakon wybrała.

Siostra Józefa (cienkim głosikiem): Ja w ogóle nie mam cierpliwości.

Pan Stasieniek: Ho, ho, ho

 

Monolog

Pan Stasieniek: Słono żeście za wstęp do solnego obiektu zapłacili, to w ramach opłaty możeta se liznąć sól z podłogi.

 

Dialog 2

Pan Stasieniek (filozoficznie): Bez soli nie ma życia…

Tatuś Królik: A ja myślałem, że bez wody.

Pan Stasieniek: Tyż i tak. Ale popatrz Pan, jak się dziecko rodzi, to co się rozlega?

Mama Siostry Teresity (domyślnie): Płacz

Pan Stasieniel (sepleniąc): Brawo. A jak jest płacz, to jest i łza, a jak jest łez to jest i…?

Wszyscy: Sól!

Pan Stasieniek: Sól. I tak to można sobie to wszystko zawsze wytłumaczyć.

 

Dialog 3

Mama Siostry Teresity: Czy te kolumny solne są prawdziwe?

Pan Stasieniek: U nas wszystko jest sztuczne. Dziś próżno szukać natury…

(dłuższe milczenie pełne zadumy) U nas tylko sól jest prawdziwa…

Mama Siostry Teresity (nieśmiało): To i tak dobrze…

 

Dialog 4

Pan Stasieniek: My pod ziemią, tak jak ludzie na powierzchni po mchu, potrafimy poznać, gdzie jest północ, po układzie skał.

Tatuś Królik, stojąc w chodniku wyłożonym w całości białym drzewem: Czyli północ jest w tę stronę.

Pan Stasieniek: Nie, tu jest wschód. A zachód tu. To północ będzie…. O, tu.

Rozległ się szmer zdumienia (nieliczni zauważyli, że chodnik nosił nazwę wschodni)

 

Dialog 5

Tatuś Jaro: Proszę Pana, a łatwo ci próbacze (ludzie szukający, czy w chodniku nie ulatnia się gaz grożący wybuchem) rozpoznawali, gdzie jest gaz?

Pan Stasieniek: A jużci. Pewnie, bo to gaz bezwonny, bezzapachowy. Chodził taki z pochodnią i przytykał, jak zagorzało, to był tam gaz. Próbacze chodzili w mokrych ubraniach… (po chwili) czasem nawet to pomogło.

 

Po tym, jak już zakończyliśmy przemierzanie podziemnych kopalni, najniżej na poziomie 132 m, wyjechaliśmy na powietrze windą, z prędkością 4m/s, ściśnięci jak śledzie. Wkrótce potem już siedzieliśmy znowu w autokarze i ruszyliśmy w stronę Zakopanego. Tym razem oglądając film: Józef. Władca snów, o starotestamentalnej historii Józefa i jego braci, przygodach w Egipcie i sprowadzeniu do tego kraju Żydów. A potem nadeszła chwila największej próby. Siostra Dyrektor postanowiła wypróbować swój charyzmat, wobec niepewności, czy posługuje charyzmatem rozeznania, czy proroctwa. Wyrzekła słowa: „Za pół godziny będziemy już na miejscu”, gdy w okolicy słowa „na” naszym środkiem lokomocji wstrząsnął głośny wybuch. Wystrzeliło nam lewe tylne koło, tak że z opony pozostało tylko wspomnienie. Dzieci zatem obejrzały jeszcze jeden film, a Pan Kierowca, wraz z dwoma tatusiami, wymieniał koło i przygotowywał samochód do dalszej jazdy. Po całej tej historii Siostra Teresita dalej namyśla się nad charyzmatem, a my szczęśliwie dotarliśmy do pensjonatu. Czekała na nas już zupa pomidorowa, kotlety i frytki, surówka z marchewki, choć żeby pozostać w kronikarskim stylu powinienem był powiedzieć: mięsiwo i insze jadło. Po tym wszystkim udaliśmy się do pokoi, po rozpakowaniu, umyciu i modlitwie, po kolei światło gasło w pokojach i uśmiechnięte buzie naszych dzieci nabrały łagodnych rysów, jakie zawsze nawet największym łobuzom przynosi sen.

 

PS. Informacja dla osób śledzących doniesienia z Zielonego Przedszkola kolejny rok z rzędu. Mimo obiektywnie występujących zagrożeń w kopalni (w tym jednego ścieku i trzech jezior) Siostra Teresita nie wpadła do wody i chodzi wciąż w suchym habicie. Jak zauważyłem, jak sądzę dla bezpieczeństwa, szkaplerz został w autokarze.

Opisał p. Michał Królikowski

Zdjęcia dostępne są TUTAJ