Anielek - Przedszkole Niepublicznie

Kronika Zielone przedszkole 18-22.06.2012

I DZIEŃ ZIELONEGO PRZEDSZKOLA – PONIEDZIAŁEK 18.06.2012

18.06.2012 to pierwszy dzień zielonego przedszkola. Zbiórka miała miejsce o 5:00 przed przedszkolem i po sprawnym pożegnaniu z rodzicami i ich błogosławieństwie  wyjechaliśmy z Otwocka o 5:20. W autokarze mieliśmy czas na drzemkę, śpiewanie , oglądaliśmy bajki oraz rozwiązywaliśmy zagadki autorstwa dzieci i opiekunów.

            O godzinie 9:20 dotarliśmy do Częstochowy gdzie modliliśmy się przed cudownym obrazem Matki Bożej. Na Jasnej Górze czekał już na nas przewodnik – siostra zakonna ze zgromadzenia sióstr urszulanek, która oprowadziła nas  po muzeum. Siostra przekazywała nam cenną wiedzę. Dzieciom bardzo się podobało i zadawali dużo pytań. Widzieliśmy także tablicę upamiętniającą katastrofę smoleńską. O 11:00 wyruszyliśmy z Częstochowy w naszą dalszą podróż.

            Po 2,5 godzinnej jeździe autokarem dotarliśmy na Górę Żar. Zwiedziliśmy lotnisko szybowców GSS AP „Żar” Naszym przewodnikiem był prawdziwy pilot, który pokazał nam z bliska szybowiec i zachęcał byśmy w przyszłości rozmiłowali się w tym sporcie. Widzieliśmy też jak szybowiec startuje podczepiony linka do małego samolotu. Oprócz latającego szybowca widzieliśmy także paralotniarzy, którzy startowali z Góry ar i lądowali na lotnisku, które zwiedzaliśmy. Upał był tak wielki, że momentami czuliśmy się jak na Safari.

Dalszą atrakcja był wjazd kolejką na samą Górę Żar, gdzie czekała już na nas gorąca pizza. Po zjedzeniu obiadu i nabraniu sił podziwialiśmy przepiękne widoki, które rozpościerają się z Góry Żar. Domki u podnóża góry wyglądały jak pudełka od zapałek a ludzi nie mogliśmy w ogóle dostrzec – tak byliśmy wysoko. Siostra Teresita pokazała nam i wyjaśniła działanie elektrowni pompowej na samym szczycie góry

            O 17:15 rozpoczęliśmy rejs statkiem po Jeziorze Żywieckim. Tu również czekały na nas przygody. Przewodnikiem naszym była pani, która mówiła przez radio. Opowiadała nam historię związaną z jeziorem. Podziwialiśmy piękne widoki oraz mijaliśmy ludzi na żaglówkach, jachtach i rowerkach wodnych. Z każdym mijanym nas statkiem witaliśmy się machając na powitanie.

            Czas naszej wyprawy powoli zmierzał ku końcowi o 19:00 dotarliśmy do Koszarawy Bystrej. Rozpakowaliśmy się , podziękowaliśmy Bogu za bezpieczne dotarcie do miejsca. Apetyty bardzo nam dopisywały bo zjedliśmy całą obiadokolację.

            Po bardzo męczącym(czytaj upalnym) dniu a zarazem bardzo pięknym bo pełnym niesamowitych wrażeń czas przyszedł na w pełni zasłużony odpoczynek. Mieliśmy trochę problemów z wykąpaniem się ponieważ niestety wysiadła pompa  i nie wszyscy doczekali się kąpieli bo chwilowo zabrakło wody J. Jednym słowem dla niektórych był przysłowiowy „wymuszony dzień dziecka” J.

I tak miną nam pierwszy dzień , który był pełen wrażeń.

Drodzy rodzice czekajcie na następną korespondencję, która zapowiada się ciekawie

Pozdrawiamy i mocno ściskamy J

Opracowały: p. Agnieszka Zielonka i s. Teresita Owsiejko

II DZIEŃ ZIELONEGO PRZEDSZKOLA - WTOREK 19 CZERWCA 2012

Po atrakcjach wczorajszej długiej podróży spaliśmy do rana (aż do godziny 8.00 J leczniczym snem. Wspaniała słoneczna pogoda panująca w Koszarawie Bystrej zachęciła nas do wyjścia naprzeciw przygodzie ,więc po porannej modlitwie, rozruszani gimnastyką i wzmocnieni pysznym śniadaniem wyruszyliśmy w góry. Przewodnikiem tej naszej wycieczki był pan Miłosz , znany niektórym z zeszłego roku .Pan Miłosz zna góry jak własną kieszeń, więc z takim przewodnikiem śmiało i odważnie wyruszyliśmy na szlak, który zaprowadził nas do kapliczki pod Lachów Groniem. Po drodze zapoznaliśmy się z górską fauną i florą, podziwiając wszystko wokół nas, a szczególnie przepiękne górskie widoki. Spotkaliśmy też jedną żywą żmiję na całe nasze szczęście była daleko od nas leżała wygrzewając się nad potokiem. Zmierzając na górę mijaliśmy przepiękne widoki zapierające dech J. Z daleka widzieliśmy tzw. Babią Górę. Pan Miłosz omówił z nami zasady bezpiecznego poruszania się po górach ,a także jak należy się przygotować do takiej wyprawy i co ze sobą zabrać. Dzieci okazały się wspaniałymi obserwatorami i podróżnikami, a także bardzo dzielnie znosiły trudy. Przy kapliczce zatrzymaliśmy się na dłuższy odpoczynek. Pan Miłosz opowiedział nam o historii tego miejsca. Mogliśmy też spróbować wody ze źródełka, która okazała się wspaniale chłodna i orzeźwiająca. W drodze powrotnej poszliśmy krótszą drogą. Pan Miłosz poszedł pierwszy, znacząc dla nas szlak materiałowymi chustami, a my po tych znakach wracaliśmy do naszej kwatery, mieszczącej się w klasztorze Ojców Franciszkanów. Udało nam się i wszyscy cali i zdrowi, choć oczywiście zmęczeni, dotarliśmy na obiad. Po takiej wyprawie wszystkim dopisywał apetyt i dania znikały raz dwa. Po pysznym posiłku mieliśmy chwilę na odpoczynek oraz zapoznanie się z „Pamiętnikami Podróżnika”, które otrzymaliśmy po obiedzie. Po południu odbyły się zajęcia artystyczne w grupach, które poprowadziła także znana już z poprzedniego roku pani Karolina, żona pana Miłosza. Najpierw dziewczynki tańczyły ze wstążką, a chłopcy malowali na szkle, a potem była zmiana. Była to wspaniała zabawa, gdyż pani Karolina przygotowała specjalne układy taneczne osobne dla chłopców i dziewczynek. Malunki na szkle są typowe dla tego regionu, w którym się znaleźliśmy. Każdy mógł sobie wybrać wzór do malowania i ozdobić go według własnego pomysłu, a potem zabrać ze sobą jako miłą pamiątkę. I tak minęło nam popołudnie i przyszedł czas na podwieczorek, a po nim na kontynuację pracy z „Pamiętnikiem Podróżnika” i uzupełnieniem go o „dokumentację” najnowszych wydarzeń. Program tego dnia był bardzo wyczerpujący, jednak po dobrej kolacji odnowiły się nasze siły i wybraliśmy się jeszcze na spacer po okolicy nad górski potok. Atrakcją tego wieczoru była kąpiel s. Teresity, która wykonała sobie tylko znanym sposobem akrobatyczny ślizg po kamieniach prosto do lodowatej wody, by po chwili wyłonić się jak syrena J. Wszystkim dopisywał wspaniały humor, więc zabawom nie było końca i w wodzie i na lądzie. W trosce o własne zdrowie, aby się nie zaziębić wróciliśmy przed zapadnięciem zmierzchu na miejsce noclegowe. Odmówiliśmy wieczorną modlitwę, dziękując Panu Bogu za Jego Opatrzność i naszemu Aniołowi Stróżowi za opiekę podczas całego dnia. A potem już tylko szybki prysznic i udaliśmy się do łóżek, aby odpocząć i nabrać sił na nowy dzień.

Opracowała: s. Dobrawa Piaścik

III DZIEŃ ZIELONEGO PRZEDSZKOLA – ŚRODA 20.06.2012

Gościnni księża zafundowali nam budzenie codzienną kanonadą ok. 6.30. Dzwony mają niczego sobie, a i potrafią na nich donośnie zagrać.

Główną atrakcją poranka, po dodatkowym rozśpiewanym budzeniu i pysznym śniadaniu, była bajka w wykonaniu dzieciaków z pobliskiej szkoły Montessori. Królewna Śnieżka, wersja góralska. Tak więc, zła gaździna Śnieżki nie łotruła, ino jej wesele wyprawiła, a kiedy 12 wnuczków łodchowała, to na myślenie ło urodzie już jej czasu nie starczyło :) Wspomagane przez niezawodną Panią Karolinę dziecięcy aktorzy pięknie nam tę historię odśpiewali i wytańczyli, heligonka piknie przygrywała. Po prostu tańce, hulanki i swawole. Brawom nie było końca. Potem przyszedł czas na warsztaty taneczne. Pośpiewaliśmy "Kazali mi kury paść i kapustę siekać, kury jaja potraciły, musiałech uciekać!". I hajduka też zatańczyliśmy, a co! Na koniec mój faworyt - taniec szurany "siustany" (idealny czyściciel podłogi). Nastąpiła drobna zmiana planu.

 W związku z pracą do 15 pan leśniczy nie mógł się z nami spotkać o 17. Ale dziarsko wygospodarował czas o 12 i mimo lekkiego zagubienia związanego ze średnim wiekiem słuchaczy, dziarsko opowiedział nam, w jaki sposób troszczy się o las. Tłumaczył, które drzewa się ścina, a które zostawia i dlaczego. Pomógł nam policzyć (mniej więcej...) ile jest drzew w lesie. Pokazał świerk, jodłę, dobrze znaną sosnę, a potem drzewa liściaste - buk, klon, jawor, brzozę, grab i wiąz.

Zobaczyliśmy domek dla ptaków, taką budkę lęgowa dla ptaków, które pomagają chronić las wyjadając szkodniki. Potem było jeszcze kilka słów o zwierzętach. Tu z pokazywaniem było trudniej... Co tu w okolicy żyje? Sarny, jelenie, które są zupełnie odrębnym gatunkiem i są dużo większe od saren. Na dodatek mają dużo większe poroże, które w zimie jest zrzucane. Można takie poroże znaleźć w lesie, nazywa się to zrzuty, a waży tyle, co niejeden przedszkolak. Na wiosnę, w okresie godów, w okolicznych lasach słychać ryki jeleni. Taki ryk oznajmia moc i gotowość, co warto zapamiętać, na wypadek różnych domowych ryków i wrzasków. Zobaczyliśmy, na szczęście nie w akcji, ale na obrazki, kły dzika. Według pana leśniczego dzik wcale nie jest taki znowu dziki i zły, no chyba że trafi się mama, która chroni swoich dzieci. Ale to chyba zupełnie zrozumiałe. Ciekawostką było to, że w tutejszych lasach można spotkać rysia. Wcale nie jest niebezpieczny dla człowieka, ale baaardzo lubi polowanie, zwłaszcza na sarny. Jakby było tego mało, na dodatek są tu też wilki. Wilk umie przebiec w nocy 60 km! Żyje w watahach, umie upolować grupą jelenia, a nawet łosia. A czy umie ugryźć człowieka? Nasz pan leśniczy nie słyszał, żeby wilki napadły na człowieka, zazwyczaj unikają takiego spotkania. Z nieco mniejszych zwierząt trafia się lis, który zajada się z kolei myszami, ptakami, zającami, a nawet żabami! Na sam koniec zobaczyliśmy zdjęcie ptaka, którego podobno nigdzie indziej w Polsce nie spotkamy. Ptak miał piękny ogon - wachlarz, umie terkotać i w ogóle, po prostu głuszec.

Kolejny punkt programu. Szkółka, a może raczej szkoła węzłów i supełków z panem Miłoszem. Okazało się, że pierwsze sznurki robiło się, baaardzo dawno temu, z włosów kobiet. Pan Miłosz wyjaśnił zawiłą różnicę między węzłem a zwykłym supłem, czyli dlaczego sznurowadła czasem można rozwiązać - bo był na nich wspaniały węzeł, a dlaczego czasem nie - bo zaplątał się supeł. Osobiście liczę na to, że za rok dzieci nauczą się rozwiązywać każdy supeł, wiązać nie lada węzeł już potrafią! Na zajęciach wszyscy mieli okazję sprawdzić, że linę można nie tylko zawiązać i zasupłać, ale i świetnie się z jej pomocą bawić, skakać, czołgać się, przeciągać i tak w ogóle, to naprawdę niewiele trzeba, żeby kawałek liny i plandeki zmienić w super namiot.

Żeby zajęć nie było za mało i czas nie przeciekał przez palce, ruszyliśmy, chwilkę po obiedzie, do pobliskiej piekarni. Pan piekarz z Koszarawy pokazał nam, jak się wyrabia ciasto na chleb, jak się robi bułeczki, zawija chałkę i rogale, jak się piecze chleb. Na dokładkę poczęstował nas bułeczkami prosto z pieca! Palce lizać!

Na nudę nie było czasu. Ledwie wyszliśmy z piekarni, a już siedzieliśmy przy ognisku. Pani Karolina zagrała nam kilka piosenek. Tym razem cygańskim rytmom nie było końca, jednak trzeba się było w pewnym momencie zebrać. Przed kiełbaskami zdążyliśmy jeszcze zatańczyć hajduka i pośpiewać piosenki ze śpiewnika. Śpiewniki jadą do Otwocka, będzie można pośpiewać z dzieciakami w domu!

Siostra Teresita zafundowała na koniec dzieciakom wyjątkowy prezent, dziś można było zasnąć bez solidnego mycia, wystarczyło mycie na łapu-capu, zielono-przedszkolny dzień dziecka :)

Opracował: P. Jacek Siennicki 

 

IV DZIEŃ ZIELONEGO PRZEDSZKOLA – CZWARTEK 21.06.2012

Poranek należał do grupy zielonej, która obudziła wszystkich wesołą piosenką i poprowadziła gimnastykę poranną na dworze. Po wspólnej modlitwie i śniadaniu poszliśmy do szkoły na drugą część  warsztatów tańców góralskich.

Tańczył prawie każdy – i ten co umiał i ten co kroki mylił. Ławka rezerwowych przebierała nogami by wskoczyć na parkiet. Na przebieraniu się skończyło. A szkoda, bo na weselu pani Moniki krok podstawowy mile widziany (znalazło się grono takich, którzy próbowali wyswatać naszą Panią Monikę z góralem  - jak twierdzą niektórzy wszystko jest na najlepszej drodze… co innego jednak mówi sama zainteresowana). Krótka przerwa na drugie śniadanie dała nam chwilę wytchnienia przed kolejnymi zajęciami.

Warsztaty „Dziedzictwo kulturowe” odkryły przed nami tradycje i zwyczaje góralskie, legendy, gwarę. I duzi i mali mieli możliwość przymierzenia strojów góralskich. W nieogłoszonym konkursie pierwsze miejsce zajęła pani Justyna. Góralka jak się patrzy. Wszyscy razem w przebraniach i z góralskimi rekwizytami zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie.

Po obiedzie (tradycyjnie pysznym) był dłuższy  odpoczynek. Był czas na drzemkę i zawiązanie sadełka, na uzupełnianie pamiętników podróżnika i pakowanie. Oczywiście byli tacy co jeszcze 5 razy zdążyli przed wyjazdem wyjąć wszystko  z walizki w poszukiwaniu bardzo ważnej rzeczy nie wiadomo jakiej.

Wypoczęci mniej lub bardziej udaliśmy się do bańkolandii. Na zielonej trawie, pod błękitnym niebem, z widokiem na góry powstawały bańki małe, średnie, duże i bańki giganty. Przez godzinę każdy mógł się przenieść w cudowny,  magiczny dziecięcy świat baniek mydlanych.

O 18 rozpoczęła się Msza Święta w kościele parafialnym w naszej intencji i w podziękowaniu za gościnę. Po Mszy mieliśmy spotkanie z ojcem Aniołem proboszczem tej parafii, który opowiedział nam trochę o historii św. Franciszka i wystroju kościoła.

A potem niby jak zwykle ale jakby inaczej: kolacja, toaleta wieczorna, modlitwa, czytanie bajek i świadomość, że to ostatnia noc w Koszarawie.

Jutro położymy się spać w swoich domeczkach na swoich łóżeczkach a śnić nam się będą góry i lasy, bystre potoki, żmijki, kamyki, drewniane koniki i co kto jeszcze zapamiętał.

Opracowała: p. Lidia Sikora-Niwińska i s. Teresita Owsiejko

V DZIEŃ ZIELONEGO PRZEDSZKOLA – PIĄTEK 22.06.2012

Nieubłaganie nadszedł ostatni dzień zielonego przedszkola. Gdy po nocy otworzyliśmy nasze zaspane oczy, zobaczyliśmy, ze niebo nad Koszarawą Bystrą „płacze” z powodu wyjazdu dzieci z Anielinka. Po gimnastyce, modlitwie i śniadaniu spakowaliśmy resztą naszych rzeczy, ostatecznie zamknęliśmy walizki i ruszyliśmy z błogosławieństwem Ojca Piotra do Bielsko-Białej.

Tam w studiu filmów rysunkowych zobaczyliśmy jak powstawały bajki kiedyś i jak się je produkuje dzisiaj. To w tym studiu powstał m. in. „Bolek i Lolek”, czy „Reksio”. Pan, który nas oprowadzał bardzo ciekawie przedstawił nam każdy z etapów tworzenia bajki. Zaczynając od napisania scenariusza, przez rysunki postaci, aż do umieszczenia zdjęć rysunków na taśmie filmowej. Wyjaśnił nam także na czym polega praca dźwiękowca i jak powstają efekty specjalne. Zdradził nam tez tajemnicę jak różne dźwięki powstają w studiu. I tak np. dźwięk skrzypiących, starych drzwi – wydaje drewniany wieszak na płaszcze. Mogliśmy też zobaczyć jak obecnie powstają bajki przy pomocy komputera. Spotkaliśmy się także z olbrzymimi, pluszowymi podobiznami Bolka i Lolka.

Na zakończenie obejrzeliśmy w kinie studia bajki, które tutaj powstały.

Nadszedł już czas na obiad, który zjedliśmy we wspaniałej restauracji przy której mieściło się małe rancho. Zatem z pełnymi brzuszkami i wesołymi nastrojami ruszyliśmy oglądać zwierzęta. Widzieliśmy wielbłądy, zebry, kozy, kangury, strusie, osły, lamy, owce, pawie… z pięknymi ogonami w drodze powrotnej nie było mowy o nudzie, mimo wielogodzinnego stania w korkach, czas spędzony w autokarze wykorzystaliśmy na konkurs wiedzy, który dzięki zajęciom na zielonym przedszkolu okazał się bardzo łatwy i s. Teresita była dumna ze swoich przedszkolaków i opiekunów. Oprócz konkursu , śpiewaliśmy, recytowaliśmy wiersze, czytaliśmy i oglądaliśmy bajki, które powstały w studiu w Bielsku-Białej. Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy było nasze przedszkole w Borkowicach, które zaprosiło nas na pyszną kolację. Siostry z tej placówki przygotowały pyszna kolację, po której zwiedziliśmy przedszkole, pobawiliśmy się na tamtejszym placu zabaw. Po tej wspaniałej gościnie (iście benedyktyńskiej) ruszyliśmy w stronę Otwocka, do czekających na nas stęsknionych rodziców.