Anielek - Przedszkole Niepublicznie

Kronika Zielone przedszkole 06-10.06.2011

ZIELONE PRZEDSZKOLE 6-10.06.2011 KOSZARAWA BYSTRA

I Dzień – poniedziałek 6.06

Ten pierwszy dzień Zielonego Przedszkola rozpoczął się dla nas bardzo wcześnie, a dokładniej musieliśmy wstać nad ranem, aby już po godz. 5.00 stawić się na zbiórkę pod przedszkolem. Był wśród nas ks. Kazimierz Stasiak SAC, który pomodlił się z nami o szczęśliwą podróż i pobłogosławił nas na drogę. Pełni emocji i dobrego humoru wyruszyliśmy z Otwocka na czekającą nas przygodę. W autokarze próbowaliśmy jeszcze dokończyć nasze sny, aby mieć siły na wszystkie atrakcje tego dnia. Pogoda nam dopisywała, przez okna autokaru podziwialiśmy wspaniałe widoki, jakie roztaczała przed nami nasza kochana Ojczyzna. W autokarze każdy uczestnik wyprawy otrzymał identyfikator „Zielonego przedszkola” oraz „Pamiętnik podróżnika”. Będzie on służył nam jako praktyczna pomoc a jednocześnie zeszyt ćwiczeń w czasie naszej wycieczki. Będzie też miłą pamiątką z „Zielonego przedszkola”.

W doskonałych nastrojach dotarliśmy o godz. 13.00 do Zatoru i znaleźliśmy się w Parku Ruchomych Dinozaurów. Najpierw udaliśmy się na film edukacyjny. Tutaj swoją wiedzą o dinozaurach i znajomością ich życia zaskakiwał nawet panią prowadzącą Adaś Skrodzki. Okazał się bardzo zdolnym młodym paleontologiem. Wszystkie dzieci zdobyły „Certyfikat Młodego Tropiciela” za udział w tym szybkim kursie wiedzy w zakresie dziejów ziemi i życia największych gadów w historii naszej planety. Wyposażeni w te wiadomości byliśmy już wystarczająco przygotowani na stanięcie oko w oko z każdym dinozaurem, który wszelkimi sposobami próbował nas przestraszyć. I trzeba się przyznać, że niejednemu z nich rzeczywiście udało się nas zaskoczyć a nawet nastraszyć.

Następna atrakcją było kino 3D o życiu dinozaurów, w którym poznaliśmy bardzo sympatycznego młodego dinusia o imieniu Arnold oraz jeszcze nie wyklutego z jajka jego kolegę Irka. Z Arnoldem mogliśmy sobie porozmawiać, zrobić zdjęcie a nawet rozwiązywać zagadki! To była wspaniała przygoda. Po wyjściu z kina zwiedzaliśmy plac zabaw i gier, pojeździliśmy na karuzeli i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia.

Zew przygody gnał nas naprzód więc ruszyliśmy w dalsza drogę. Następnym przystankiem w naszej wyprawie były Wadowice – miejsce narodzenia błogosławionego Jana Pawła II. Gdy dotarliśmy na miejsce przywitała nas burza, która jak się wydawało szybko minęła. Jednak kiedy wysiedliśmy z autokaru natarła na nas ze wzmożoną siłą, uniemożliwiając nam zwiedzenie Bazyliki i Domu Papieskiego. W tej sytuacji wróciliśmy do autokaru i podjęliśmy w nim nasza modlitwę, w czym żadna burza nie mogła nam przeszkodzić. Nie poddając się smętnej pogodzie, w dobrych humorach przebyliśmy ostatni odcinek dzisiejszego etapu wyprawy i o 18.30 dotarliśmy do Koszarawy. Po rozlokowaniu się i rozpakowaniu w pokojach udaliśmy się na obiadokolację. Potem szybciutko umyliśmy się i przygotowaliśmy do snu – który bardzo szybko wszystkimi zawładnął podczas słuchania bajek na dobranoc. I tak minął pierwszy dzień naszego wyjazdu na zielone przedszkole.

 

II dzień – 7.06

Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń. Wszystko zaczęło się od pobudki przy dźwiękach hymnu „Anielinka”, który odśpiewała grupa Niebieska. Potem wszyscy dostali swoje pierwsze uśmiechnięte, pieczątkowe słoneczka – nagrody w naszym Konkursie Czystości. Po wspólnym śniadaniu przyszła pora na zajęcia.

Najpierw wszyscy uczyliśmy się tańców góralskich – siustanego i hajduka. Były przytupy, obroty, i śpiewy. Po krótkiej przerwie na złapanie oddechu wszyscy zeszliśmy do jadalni, która na następną godzinę zmieniła się w pracownię ludowych artystów malarzy. Każdy dostał do pomalowania swojego ptaka „klepoka” – tradycyjną zabawkę górali żywieckich. Są to drewniane ptaszki na kijku – kiedy się je pcha machają i „klepią” skrzydłami. Ptaki wyszły nam bardzo kolorowe! A swoje dzieło każdy będzie mógł zabrać do domu.

Następnych zajęć – tańca ze wstążką -  nie mogły się doczekać wszystkie dziewczynki. Naszym tancerzom rozdano wstążki jakie znaliśmy do tej pory tylko z oglądania gimnastyki artystycznej i Pani Karolina Barańczuk pokazała jak należy się nimi posługiwać. Najpierw ćwiczyliśmy sam ruch wstążką, potem łączyliśmy go z krokami. Okazało się że taniec ze wstążką podobał się wszystkim – chłopcom też, dla których był specjalny „męski” układ kroków.

Pozostały do obiadu czas  wypełniliśmy rozegraniem pasjonującego meczu piłki nożnej Polska - Barcelona. Kto nie chciał grać mógł przyłączyć się do gorącego dopingu prowadzonego przez siostrę Efremę.

Po obiedzie trzeba było zrobić krótką sjestę, po czym nastąpiło pakowanie plecaczków przed wycieczką „Do kapliczki pod Lachów Groniem”.

Wycieczka była pełna wrażeń, choć męcząca – wszyscy dzielni turyści otrzymali odznaki w nagrodę za włożony trud i zaangażowanie.

Wieczorem nie pozostało nam nic innego jak tylko szybko się umyć i zasnąć podczas czytania bajek. W końcu następnego dnia czekają na nas dalsze przygody.

 

III dzień 8.06

Dzisiejszy dzień płynął nam pod znakiem deszczu – z nieba kapało po trochu, lecz wytrwale.

W planach była wycieczka na „Beskidek” – oficjalna wersja odwołania wycieczki brzmiała „pada deszcz”, a mniej oficjalna… po prostu nie mieliśmy już na nią siły J

Od śniadania Państwo Karolina i Miłosz Barańczukowie prowadzili dla nas różne zajęcia. Rano zaczęliśmy od drugiej części nauki tańców góralskich. Okrzyki zbójnickie niosły się daleko po dolinie… Szkoda, że nie przestraszyły deszczu. Padał dalej, kiedy w sali gimnastycznej pan Miłosz  pokazywał  „zabawy z liną”. Były skoki przez linę, przeczołgiwanie się pod nią, gigantyczna skakanka kręcona przez pana Miłosza i pana Łukasza, na której wszyscy mogli poskakać – siostra Eferma i pani Monika również. Potem było zadanie dla Odważniaków – pady na wielką i miękką górę materacy.

Po zajęciach na Sali gimnastycznej poszliśmy na spacer – robiliśmy sobie kapelusze z łopianu i oglądaliśmy niewielkie osuwisko a pan Miłosz tłumaczył nam konieczność sumiennego wykonywania obowiązków na przykładzie robotników źle utwardzających drogi. W drodze powrotnej, tuz przed domem, złapał nas deszczyk, co było dodatkową atrakcją – to przygoda iść górską doliną w deszczu!

Wróciliśmy prosto na obiad, który wszyscy chętnie zjedli. Po obiedzie i krótkim odpoczynku oglądaliśmy zdjęcia jakie do tej pory były zrobione podczas naszej wyprawy. Kiedy wszyscy trochę nabraliśmy sił i ochoty na dalsze przygody poszliśmy na zajęcia pod tajemniczym tytułem „Dziedzictwo kulturowe”. Pani Karolina przeszła nasze najśmielsze oczekiwania! Dla każdego dziecka miała pełny strój górali żywieckich, ludowe zabawki i proste instrumenty muzyczne do wypróbowania przez każdego. Dzieci wykorzystały wszystkie umiejętności nabyte na warsztatach tańców góralskich i pięknie przebrane odtańczyły zbójnickiego, hajduka i siustanego. Potem zaprezentowały krakowiaka którego nauczyły się w przedszkolu. Na koniec wszyscy robiliśmy sobie zdjęcia grupowe. Wszyscy byliśmy zachwyceni!

Okazało się że nasze tańce, okrzyki „Hej!” i groźne zbójnickie przytupywania przegoniły deszcz. Postanowiliśmy to wykorzystać i po kolacji poszliśmy nad strumyk gdzie poszaleliśmy prawdziwie po góralsku. Dzieci skakały z kamienia na kamień w swoich kaloszach, wrzucały do strumienia kamyki, a pani Ola Fenik opowiadała historię o ćwirku i pluszczu, a także o tym skąd się wzięły w strumieniu kamienie.

Po powrocie ogłoszono ku radości uczestników „dzień brudasa” – wiwatom nie było końca. Ostatnią atrakcja dnia było kino nocne na prześcieradle w pokoju grupy Niebieskiej. A potem szybko do łóżka i spać!     

 

IV dzień – czwartek 9.06.2011

Dzień rozpoczął się od pobudki krakowiakiem, a to za sprawą grupy zielonej, która obudziła nas tańcem. Po szybkiej toalecie porannej był czas na poranną gimnastykę na dworzu gdzie odtańczyliśmy kilka integracyjnych tańców na rozgrzewkę. Po uprzątnięciu pokojów na konkurs czystości, który tego dnia sprawdzała niebieska grupa zebraliśmy się na wspólną poranną modlitwę o dobre przeżycie dnia.

Po pysznym śniadaniu, które przygotowała grupa czerwona zaczęliśmy zbierać się do wymarszu na zwiedzanie okolicy. Wyruszyliśmy najpierw do Parafii Ojców Franciszkanów (3 minuty od naszego miejsca pobytu), gdy dochodziliśmy już do kościoła zaczął padać deszcz, który niestety tak nas polubił, że towarzyszył nam cały dzień i przestał padać dopiero w nocy L. Jednak nawet deszcz nie był w stanie zepsuć nam humorów tego dnia.

W kościele przywitał nas. Ojciec Anioł, który opowiedział nam historię życia św. Franciszka. Jako ciekawostkę dowiedzieliśmy się, że imię Franciszek nie jest chrzcielnym imieniem świętego. Jego prawdziwe imię to Jan, tylko jego ojciec zafascynowany Francją nazywał go francuzikiem i tak przylgnęło do niego imię Franciszek – nawet nasze siostry o tym nie wiedziały – to prawda co mówią, że podróże kształcą J.

Po wizycie u franciszkanów udaliśmy się na spacer by razem z Panią Olą nauczyć się rozpoznawać i nazywać różne rośliny. Wróciliśmy  po spacerze na pyszny obiad. Po obiedzie był czas na odpoczynek, zabawę w pokojach i prace w naszych pamiętnikach podróżnika.

Gdy już odpoczęliśmy i nabraliśmy sił poszliśmy do sali gimnastycznej na zajęcia „Węzły, supełki i węzełki”, które okazały się fantastyczną zabawą zręcznościową nie tylko dla tych małych J. Podczas zajęć poznaliśmy różne  techniki wiązania podstawowych węzłów, umiejętności pracy z linami oraz zabawy i sztuczki z węzłami. Zajęcia, które prowadził Pan Miłosz stworzyły także świetną sposobność do współpracy i integracji w grupie, dzieci musiały wykazać się współpracą, pomocą i sprawnością, a także pomysłowością i wyobraźnią przy budowaniu deszczowych schronów za pomocą płacht i sznurów. Zajęcia tak bardzo podobały się dzieciom, że potrwały do samej kolacji

W ramach kolacji miało być ognisko, które zostało przełożone z wczorajszego dnia, jednak deszcz przeszkodził nam w naszych planach, ale i z tym poradziliśmy sobie. Kiełbaski upiekliśmy w piekarniku a po kolacji spotkaliśmy się wszyscy w sali gimnastycznej. Usiedliśmy w kole, na środku zapaliliśmy świeczki (imitację ogniska J) i bawiliśmy się w różne gry integrujące grupę, poznaliśmy wesołe piosenki turystyczno – ogniskowe, a na koniec naszego „ogniska” każdy uczestnik otrzymał śpiewniczek, który dołączyliśmy do pamiętnika podróżnika by był miłą pamiątką z wycieczki.

Po „ognisku” było szybkie pakowanie w walizki, toaleta wieczorna po wczorajszym dniu brudasa J, modlitwa na zakończenie dnia - każda grupa w swoim pokoju no i oczywiście wieczorne czytanie bajek na dobranoc. Dzień był bardzo bogaty w atrakcje, więc niektóre dzieci nie doczekały już nawet pierwszej przeczytanej strony w książce i słodko zasnęły.

 

V dzień – piątek 10.06.2011

Ten ostatni dzień naszego Zielonego Przedszkola rozpoczął się nietypową pobudką. Pan Miłosz obudził nas dźwiękami heligonki (instrument podobny z wyglądu do akordeonu) wygrywając nasze znajome przyśpiewki góralskie, których uczyliśmy się podczas pobytu w Koszarawie. Dzieciaki z zaskoczenia i radości od razu stanęły na baczność J i były gotowe do rozpoczęcia dnia.

Zaraz po wstaniu, po porannej toalecie i śniadaniu kończyliśmy pakowanie naszych rzeczy. Dzieci bardzo dzielnie pomagały nam w pakowaniu rzeczy do autokaru. Gdy już wszystko zapakowaliśmy a nasi mali detektywi kilkakrotnie przebiegli wszystkie zajmowane przez nas sale by sprawdzić czy niczego nie zostawiliśmy nadszedł czas pożegnania z naszymi gospodarzami Karoliną i Miłoszem Barańczuk. Na podziękowanie otrzymali od nas własnoręcznie zrobioną przez nasze dzieci rodzinkę aniołów i świecę z logo naszego przedszkola. Pan Miłosz zagrał nam jeszcze raz na heligonce i przy rytmach przyśpiewek góralskich wsiedliśmy do autokaru.

Do parku miniatur w Inwałdzie zajechaliśmy na 10. Tu okazało się, że trafiliśmy do miejsca bajkowego, a nasze dzieci i my poczuliśmy się jak w bajce. Każda z grup dostała zadanie do wykonania - odnalezienia budowli by dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Przeszliśmy wszystkie szlaki i podziwialiśmy miniaturowe budowle, które zachwycały kolorem i realnością. Park Miniatur to miejsce, w którym możliwa jest podróż dookoła świata w ciągu jednego dnia. Potrzebne jest tylko kilka minut by przekroczyć granicę. Pomysłowo zaprojektowane alejki prowadzą do kolejnych państw i ich cennych zabytków. W Parku Miniatur znajduje się ponad 50 modeli najsławniejszych cudów architektonicznych świata, m.in.: Świątynia Akropolu, Coloseum, Krzywa Wieża w Pizie, Bazylika św. Piotra, Statua Wolności, Mur Chiński, Wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, Big Ben, Sfinks, Biały Dom.

Na terenie parku znajduje się także lunapark, który gwarantuje doskonałą zabawę zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Nasze dzieci zachwycone były kolejką elektryczną, karuzelą, dmuchaną zjeżdżalnią, Małpim Gajem i zielonym labiryntem. Po zabawie poszliśmy do restauracji na obiad, a po pysznym obiedzie ruszyliśmy w dalszą powrotną drogę do domu.

W Krakowie staliśmy w korkach prawie 1,5 h i przez to wszystko nam się poprzesuwało w czasie, dlatego w Borkowicach na kolacji pojawiliśmy się dopiero po 19. Dzieci bardzo czekał na spotkanie z s. Amabilis, która wcześniej pracowała w naszym przedszkolu przez wiele lat, a teraz została dyrektorką naszego przedszkola w Borkowicach.

 

Gdy zajechaliśmy do Borkowic dzieci rzuciły się na powitanie s. Amabilis, a gdy zobaczyły przygotowaną kolację to jedno z dziećmi powiedziało zachwyconym głosem „Ojej jak tu pięknie, jak na Boże Narodzenie”. Po pysznej kolacji mieliśmy chwilę czasu na zabawę w przedszkolu, dzieci były zachwycone nowym przedszkolem. Po pożegnaniu z siostrami ruszyliśmy do Otwocka na spotkanie z stęsknionymi rodzicami.

 

Do Otwocka wróciliśmy na 22.20. Pod przedszkolem stali wyczekujący rodzice, którzy machali nam na powitanie trzymając zimne ognie. Po przywitaniu i wypakowaniu autokaru czekała nas jeszcze jedna niespodzianka ze strony rodziców, otóż przygotowany został na naszym placów zabaw pokaz fajerwerków... to było fantastyczne powitanie J aż sama się wzruszyłam... choć nie zdarza mi się to często... jak dobrze wrócić do domu J