Anielek - Przedszkole Niepublicznie

Zielone przedszkole - dzień 6 (13.06.2015)

 

Tego dnia ze względu na powrót do Otwocka pobudka miała miejsce       o 6.00, wstawaliśmy tym razem nie przy dźwiękach skocznej muzyki, ale budził nas anielski śpiew siostry Teresity, która przekonywała nas, że „Każdy może być święty”.

Po porannej toalecie i domknięciu walizek zeszliśmy na  jadalnię by posilić się przed podróżą. Tam nastąpiło też podziękowanie gospodyni tego domu i paniom kucharkom za wspaniałe jedzenie i opiekę przez cały czas pobytu. Obdarowaliśmy panie medalikami świętego Benedykta i zapewniliśmy o naszej pamięci modlitewnej.

Zaopatrzeni w prowiant na drogę, znieśliśmy nasze bagaże i zapakowaliśmy do autokaru. Z łezką  w oku odjeżdżaliśmy machają c naszym gospodarzom i otaczającym nasz dom górom z nadzieją, że wrócimy tu za rok. Jak co rano zaśpiewaliśmy na chwałę Panu i pomodliliśmy się za kolegę siedzącego obok. Siostra Teresita wspomniała, że obchodzi właśnie rocznicę swojego chrztu świętego i puściła nam bardzo ciekawy film pt.”Narodzeni dla nieba”, który świetnie wyjaśniał znaczenie i wagę tego sakramentu. Po raz ostatni przejeżdżaliśmy przez Zakopane w kierunku Zatoru, gdzie czekało nas jeszcze moc atrakcji. Zanim tam jednak dotarliśmy kilku naszych wspaniałych uczestników musiało zmagać się z chorobą lokomocyjną, ale udało się ją pokonać choć zakręty na drodze temu nie sprzyjały. W końcu dotarliśmy do niesamowitej krainy dinozaurów. Mieści się ona niedaleko Zakopanego w miejscowości Zator. Zaczęliśmy tam zwiedzać największy   w Polsce Park Ruchomych Dinozaurów. Jest ich ponad 100 sztuk. Spacerując przez park podziwialiśmy naturalnej wielkości prehistoryczne zwierzęta, słuchaliśmy ich odgłosów                      i obserwowaliśmy ich niespodziewane ruchy. Niektórzy nawet, tak jak pan Marcin, tata Pawła            i Michała,  został przez jednego dinozaura polany, na szczęście wodą, choć mogłoby być gorzej, gdyby ten Plateozaur  był prawdziwy… Inna nasza uczestniczka wycieczki, mianowicie Ola sprawdziła namacalnie podmokłe podłoże parku, gdy noga zsunęła się jej z mostku, dobrze, że ucierpiał tylko but i noga. Podziwiając mijane dinozaury robiliśmy sobie w ich towarzystwie zdjęcia    i tak dotarliśmy do Muzeum Szkieletów i Skamieniałości. Tam oprócz szkieletów dinozaurów można zobaczyć niezwykłe okazy skał magmowych, osadowych i metamorficznych.

Z parku wyszliśmy prosto do kina 3D360, jedynego takiego kina w Polsce, w którym widz stojąc na środku Sali otoczony jest z każdej strony przez trójwymiarowy ekran. Obejrzeliśmy tam seans „BEE MUSICAL czyli pszczółki rozrabiają” pełny efektów specjalnych, gry kolorów i dźwięków. Poczuliśmy zapach miodu i kwiatów, gdy znaleźliśmy się na łące i kropelki wody, gdy płynęliśmy przez ocean bawiąc się z delfinami.

Po sporej dawce wiedzy i edukacji oddaliśmy się zabawie w sąsiadującym z parkiem dinozaurów Lunaparku. A tam każdy mógł wybrać dla siebie to co lubi. Chłopcy najchętniej testowali autodrom    i mini-gokarty. Były też większe gokarty, ale tu królowali tatusiowie i z niektóre mamusie ze swoimi pociechami, wszystkich zachwycała wodna przygoda na karuzeli Rekin, gdzie można było strzelać   z wodnych armatek co prawda do sikających wodą zwierząt, ale można było też zostać trafionym,  o czym przekonała się Ala, dobrze, że był o gorąco i wszystko szybko schło. Amatorzy sportów wodnych mogli popływać w basenie z łódkami, a zwolennicy zabaw na lądzie, korzystali                   z dmuchawców, kulkolandów, zjeżdżalni i huśtawek. Można było też wybrać się w podroż wesołym pociągiem na safari i poczuć się przez chwilę na Dzikim Zachodzie jadąc specjalnym wozem             i oglądając film o tej tematyce. Było tam jeszcze wiele atrakcji, choćby dom odwrócony do góry nogami, nie sposób wszystkich opisać.

Po wspaniałej zabawie ciuchcio traktor zabrała nas do karczmy River Park, gdzie zjedliśmy pyszny obiad , a po nim znowu ciuchcia zawiozła nas do autokaru. Tu muszę wspomnieć o akcji ratunkowej czerwonego ludka, którą przeprowadził pan Maciej i pan Sebastian. Ludzik, został w karczmie, widać łakomczuch, ale dwaj dzielni panowie sprowadzili go do autokaru ku uciesze Marysi i Kalinki.

Trudno było stamtąd odjeżdżać, bardzo niechętnie, ale ruszyliśmy w dalszą drogę. By umilić nam drogę Siostra Teresita puściła audio buk, o przygodach dzieci w górach pt.”Mali strażnicy Tatr”. Wiele ciekawych rzeczy dowiedzieliśmy się o tym jak należy zachowywać się na szlaku, dlaczego warto mieć odpowiednie buty i co zrobić jak się spotka niedźwiedzia. Przemierzając nasz kraj          z południa na północ dotarliśmy wreszcie w miejsce, którego nazwy niestety nie pamiętam, ale ciekawostką były tam mieszkające w zagrodach pawie, jeden z nich pięknie nas przywitał rozkładając wspaniały ogon. Dzieci wypróbowały plac zabaw a dorośli odetchnęli głębiej świeżym, choć już niestety nie górskim powietrzem. Po przerwie ruszyliśmy dalej i nieuchronnie zbliżaliśmy się do Radomia, miejsca rozstania z naszą kochaną siostrą Teresitą. Tu polały się łzy pożegnania, siostra ledwo uszła uściskom dzieci, które obsiadły ją jak pszczoły plaster miodu, z prośbą                o następny wyjazd na zielone przedszkole i sercem pełnym wdzięczności machaliśmy odjeżdżającej siostrze Teresicie i rodzinkom z Borkowic. Przejmując pałeczkę dowodzenia i pragnąc pocieszyć nas w smutku po rozstaniu z siostrą Teresitą, siostra Józefa puściła nam film                     o przygodach dzikiego mustanga, który nie dał sobie złamać ducha i przede wszystkim ukochał wolność i swobodę.W autokarze, trzeba wspomnieć było bardzo wesoło, co chwila odzywał się jakiś tulony baranek, Franek U. tak tulił swojego, że ten chyba za przykładem dzikiego mustanga wrócił na hale do Zakopanego, bo do tej pory nie możemy go znaleźć, był mały brązowy  i pięknie ryczał. Teraz Franek U. płacze po nim.

Choć podróż była długa, niestety mówię to z pełną odpowiedzialnością i ona dobiegła końca, około godziny 21.30 dojechaliśmy do naszego Otwocka. Zajeżdżając  pod przedszkole dziękowaliśmy panu kierowcy i Panu Bogu, że szczęśliwie i bezpiecznie wróciliśmy do domu. Tu już czekały na nas nasi tatusiowie, mamusie i rodzeństwo. Uściski, całusy. przytulanki, z radością w sercu               i pięknymi wspomnieniami, machając sobie nawzajem i dziękując za dar osób, odjechaliśmy do domów, a byli  i tacy, że nie do domu tylko prosto na czuwanie by podziękować  Panu Bogu za ten piękny, bogaty we wrażenia i bezpiecznie przeżyty wspólny czas i za wszystkich, dzięki którym ten wyjazd się odbył. Tu mam ochotę pozdrowić wszystkich i zawołać do zobaczenia przyszłym roku na następnym zielonym przedszkolu, jeśli Pan Bóg będzie nam tak łaskawy, a siostra Teresita podejmie to wyzwanie.

Opisała: Elżbieta Ulatowska

 

Zdjęcia można obejrzeć TUTAJ